Wieś jutra

Jan wyszedł jeszcze lekko zaspany przed bramę swojego domu. Na trawniku objawił mu się stos opon i mały termos. Wlał kawę z mlekiem orzechowym do uprzednio przygotowanego kubka i odstawił pojemnik, na noszenie opon przyjdzie czas później, na razie delektując się ulubionym napojem myślał jak to dobrze żyć w erze rewolucji technologicznej, mylił się jednak w tym względzie, wszelkie technologie z których korzystał istniały w epoce poprzedniej, rewolucja była humanistyczna i dotyczyła sposobu myślenia.

Po skończeniu kawy wsiadł do pojazdu elektrycznego i uruchomił go kartą zczytującą zużycie energii, to bowiem ona była teraz walutą, złotówka po inflacji przestała być warta papieru na którym ją drukowano. Jan nigdy nie miał czasu ani ochoty robić prawa jazdy, więc cieszył się że gabaryt pojazdu pozwalał na rejestrację go jako skutera, dzięki czemu dodatkowe uprawnienia nie były konieczne by go prowadzić, co miało znaczenie w czasach gdy pozwoleniami państwa się jeszcze ktokolwiek przejmował. Państwo nie upadło, ono implodowało i jest sobie w jakiejś kadłubkowej formie gdzieś tam daleko. Po latach epidemii i zagrożenia wojennego, wobec wzrostu cen wszystkiego, ludzie musieli nauczyć się przetrwać bez niego, wyjść z konserwatywnych nawyków, by nie paść z głodu i wyszli na tym generalnie całkiem dobrze.

Przejeżdżając obok Nowaków błysnęła zmodyfikowana tak by przesyłać energię bez zagrożenia dla ludzi cewka Tesli, doładowując pojazd którym jechał Jan, a którego bateria służyła temu by auto nie stanęło gdy mijało puste przestrzenie, cały system działał jak laptop, zamiennie zasilany z sieci i baterią. Waluta z karty Jana trafi dziś m.in. do Nowaków. Ne była to zwykła kryptowaluta, bazowała  na rozliczaniu energii, plus jej algorytm bez przyrostu ilości, redystrybułował 10 monet na tydzień, tj. jeśli miałeś 200, zostawałeś z kwotą pomniejszoną o twój wkład na 10 monet dla każdego, na pełen przyrost 10 mogła liczyć osoba która miała równe 0. Przełożenie 1 monety na ilość towaru była zależna od liczby ludzi korzystających z systemu, tym samym w interesie każdego z korzystających było wciągnięcie do niego jak największej liczby znajomych i rodziny. Ten system dbał o możliwość przetrwania dla najbiedniejszych. Redystrybucja była zarazem też jednym z dwóch istniejących podatków, co znacznie się różniło od gąszczu pitów, citów, akcyz, podatków cukrowych i parapodatków na ubezpieczenia społeczne z poprzedniej epoki. Drugi z podatków ubezpieczał zdrowotnie mieszkańców na wypadek wszelkich procedur droższych niż kilka monet (te podstawowe  i tanie były płatne).

System nie narodził się z momentem napisania kodu, stał się ciałem wraz z pojawieniem się pierwszej grupy ludzi wierzącej w jego skuteczność i uzyskał nieśmiertelność do czasu istnienia ostatniej z takich wierzących grup.

Droga wiodła do tzw. punktu pośredniego, mogło być nim wszystko od lokalnego sklepu, po las, liczyło się tylko umiejscowienie na bazie GPS. Dawne struktury magazynów firm kurierskich wyparły właśnie one, dynamicznie kreując drogi którymi towar spływał bezpośrednio, lub przez pośrednie punkty przeładunku do odbiorcy; kurierów wyparł każdy z aplikacją, wystarczyło wpłacić kaucję za towar, którą odzyskiwało się po pomyślnym rozliczeniu transakcji. Skrzynki na paczki również zniknęły na rzecz wskaźników gps w rozszerzonej rzeczywistości, teraz mogło to być miejsce za bramą jak się sąsiadom nie ufa, przed bramą, jak u Jana, a sąsiad stworzył sobie nawet w porywie fantazji skrzynki ze skręconych śrubami opon i odrobiny drewna w roli drzwiczek i tyłu do nadawania i odbioru towarów. Jan nie chciał robić skrzynek, tylko labirynt dla dzieci w ogrodzie. Szczęśliwie ktoś gdzieś chciał się opon pobyć i za cenę monet dla transportującego Jan je dostał. Wystarczyło wpisać w prostej aplikacji kojarzącej osoby które chciały się pozbyć gratów, jedzenia itp. z chętnymi do ich wzięcia nazwę szukanych rzeczy, przystać na proponowany koszt transportu i voila, nie trzeba wspominać jak istotnie obniżyło to ilość rzeczy wyrzucanych do kosza. Szły nawet bioodpady, bo zawsze znalazł się ktoś chętny na przetwórstwo w biodiesel czy bioetanol (drugie w związku z koniecznością przeprowadzenia procesu destylacji wymagało nieco kitrania się, póki oddech państwa był realny a nie tylko mglistym wspomnieniem).

Pozostałe śmieci też już nie były źródłem trosk, w związku z wciąż wzrastającymi cenami wywozu, w związku z koniecznością ich składowania jak dawniej – stały się paliwem. Małe spalarnie śmieci powstały w każdej wiosce, miejscowi zwozili tam odpady w zamian za zniżki na produkowaną energię, która czasem leciała kablami, czasem była wydawana w formie baterii. Stąd był prąd który z poziomu posesji Nowaków zasilił jego samochód, ale innych opcji też było sporo, młyny przy strumykach, wiatraki na bazie pralkowych silników na górkach na których ciągle wiało – żadne źródło się nie marnowało.

Dzisiejszy punkt pośredni był sklepikiem w mieście. Na hasło „miasto” Jan instynktownie odpalił aplikację łączącą go z kamerką zainstalowaną na parapecie właściciela placu, co pozwalało sprawdzić czy miejsce jest wolne i zakupić kod do kłódki numerycznej słupka go blokującego. Była to raczej kwestia nawyku, niż konieczność, nowe czasy dały się miastom mocno we znaki i trend napływu ludności z prowincji został odwrócony, teraz to latami pogardzane wsie jawiły się jako idylla, gdyż to tam trwała produkcja spożywcza i energetyczna, plus było się relatywnie daleko od chciwych łap aparatu państwowego, który zaczął być szczególnie agresywny, gdy jego skarbce zaczęły świecić pustkami.

Oczywiście uwadze aparatu urzędniczego nie umknął nowy obieg finansowy i postanowiono położyć mu kres. To jednak przewidziano i w kod aplikacji wmontowano 3 filary bezpieczeństwa, a właściwie 2 tarcze i miecz. Aplikacja działała w deep webie, nieco wcześniej zapomnianym anonimowym internecie, do którego użytkowania okoliczności zmusiły nawet babcie wysyłające obrazki z życzeniami smacznej kawusi na fejbuku, dodatkowo była zdecentralizowania, więc nie istniał jeden serwer na którego uderzenie kończyło całą sprawę, na małym terytorium po wi-fi system działał nawet odcięty od światowego internetu, jednakże zawsze ktoś dał radę się gdzieś połączyć, a system wzajemnego udostępniania połączenia dostępny w każdym współczesnym telefonie, czyniło każdy wysiłek odcięta systemu od sieci niemożliwym.

Mieczem natomiast był system odpierający ataki lewiatana. Systemy polityczne pozostają w pełnej autonomii od substratu ludzkiego je tworzącymi, plus psychologia grupy powoduje że jest ona skłonna bardziej do radykalnych działań, względem składowych jednostek. Jednocześnie unieszkodliwiając poszczególnych funkcjonariuszy państwa, wyrywa mu się zęby.

Mnogość kamer w odpowiednich miejscach (w tym system parkingowy) do którego miał dostęp każdy użytkownik aplikacji z dobrą reputacją. Reputacja była budowana przez pomyślnie zakończone transakcje, więc siłą rzeczy działający wbrew systemowi funkcjonariusze takowej nie posiadali. Jednocześnie akcje przygotowywania wiarygodności kont, celem przeprowadzania prowokacji też nie działały na dłuższą skalę, gdyż każdy z prowokatorów był znany komuś z użytkowników, kto zawsze chętnie wiedzą co do wizerunku i danych tej osoby się dzielił na łamach aplikacji, za co był wynagradzany monetami przez innych ludzi. Los funkcjonariuszy  i rodzin, w związku z rolą podobną do podpalacza w wiosce żyjącej z tartaku był nie do pozazdroszczenia z powodu demonstrowania przez lokalną społeczność siły ostracyzmu w pełnie krasie.

W końcu dojazd do punktu pośredniego, Jan wpisał kod liczbowy do kłódki i otworzy słupek, kodu nie będzie się dało już jutro wykorzystać, właściciel do jutra prawdopodobnie podmieni ją z inną. Drugi z dostawców już stał z otwartą klapą samochodu dostawczego, krótkie przywitanie, przekazanie 20 pudełek z laptopami i kontrahent Jana już miał przez niego dostawę wskazaną jako dostarczoną, na własne potwierdzenia, a tym samym zwrot kaucji i zarobek, Jan będzie musiał poczekać do momentu aż pudełka trafią do obiorców końcowych. Pomyślał że komputery musiały przyjechać z daleka, wszystkie takie same, a ich cena była niska – było to związane z robieniem zakupów grupowych przez mieszkańców, dzięki czemu zbiorowości konsumentów tworzyły ad hoc struktury tak duże że mogły u producentów i pośredników zbijać ceny w sposób o których sieci hipermarketów z poprzedniej epoki mogły jedynie pomarzyć.

Powrót do domu odbył się spokojnie, już na rogatkach miasta cewka tesli doładowała samochód. Dowóz był jedną z 2 rzeczy które Jan na dziś zaplanował. Pozostała jeszcze praca, ale nie 8 dupogodzin jak w starej epoce. Praca tak rozumiana już nie istniała, praca nowej epoki była spontaniczna, nieregulowana, zależna od rezultatu i przypominająca grę. To co wcześniej byłoby porządkowaniem garażu Kowalskiego, czy wykaszania zarośniętej działki Zającowej, było dzięki rozszerzonej rzeczywistości odpowiednio znajdowaniem kolejnych krasnoludków przy odgracaniu, czy taniec po kolorowych polach przy wykaszaniu.

Kontemplacje przerwało pęknięcie koła. Wcześniej Jan stronił od spraw technicznych, zawsze kogoś do tego wynajmował, ale ostatnie lata pokazały że trzeba umieć sobie radzić. Rozszerzona rzeczywistość pozwalała przyjmować ogromne dawki wiedzy dzięki zastosowani mnemotechnik, metodą ankiet dających dane statyczne pozwalały na sprawną diagnostykę przez laików kwestii od medycyny, przez prawo, po mechanikę, rzeczy powtarzalne jak wymiana kół w standardowych wersjach samochodów była pokazana ruch po ruchu, wystarczyło telefon wsunąć w kartonowe okulary do wirtualnej rzeczywistości i powtarzanie każdej czynności robionej przez instruktora na wyświetlanym półprzeźroczyście, by widzieć własne ruchy, filmie.

Powrót do rodzimej wsi, bzyknięcie cewki koło Nowaków po raz ostatni podładowało auto na tej trasie, głowa rodziny akurat kosiła trawę; uśmiechnął się i pomachał Janowi, ten się uśmiechnął od ucha do ucha i odmachał. Nowak nikomu nie przeszkadzał i był solidnym kontrahentem, ale Jan go szczerze nienawidził, choćby za ten równiutko przystrzyżony trawnik. Mimo rewolucji, pewne rzeczy się nie zmieniają.

Leave a Comment