Tam gdzie spod ziemi akt urodzenia i obwieszenie w gazecie tryska
Stoi stłamszona z boku nasza kołyska
Lecz nie leżmy w niej zbyt długo i wygodnie
Bo w czoło dostaniemy pierwszą uwagą do dzienniczka
Zaczynamy stawiać pierwsze kroki
Przez nakazy, zakazy i pouczenia robiąc skoki
Przy tylu wygibasach rzecz jedna zdarzyć się musi
Nadejdzie moment, że człowiek weźmie i się przewróci
Wstajemy się otrzepać się, cóż za boskie skaranie
By zaraz musieć zrobić unik, bo nadlatuje kazanie
Potem szybki slalom między rezolucją, okólnikiem i regulaminem
I drogę zagradza nam ustawa, alert i rozporządzenie
I gdy już mając dość, sięgniemy siekiery, wyrąbać sobie nieco swobody
Nad naszą głową klepsydra, gotowa dognieść nas kamieniem nagrobnym