
„Daj już spokój synku, nie zgłosuję na Korwina”
Tak rzekłam do Ciebie cztery lata temu i tego się trzymam
Choć życie podstępne, człowiekowi priorytety obraca
Mogłabym nawet dać głos na starego pajaca
Gdyby mi to magicznie coś innego obróciło
i mnie samą znów życiu przywróciło
Bo cztery lata, cztery zimy, czwarty rok będzie tą jesienią
Jak sam, beze mnie, leżysz pod ziemią.

Lewa noga sprzęgło, prawa gaz i hamulec
Robiłeś to już wiele razy, wystarczy panice nie ulec
Pas zapięty i ruszamy, oby to nie była wpadka
Ciężki oddech na szybie się skrapla
W ten miga to czerwone to niebieskie z pobocza
Do diaska czy to oczy smoka?
I nagle żałujesz że się do Sejmu nie zapisałeś na listę
Że gdzie indziej widziałeś wygodę i misję
Żeś starosta co drogę zbuduje a wzniesie i mosta
A trzeba było mieć immunitet iść na posła
Bo po co robić drogę, o biedny pędraku
Gdy nie można po niej pojeździć po pijaku?

Ryk budzika się wznosi na szafce
Zuzanna na łące goni latawce
Grzmi, wrzeszczy skacze po ławce
Zuzanna na łące zdmuchuje dmuchawce
Wtem jedna powieka się nieśmiało podnosi
Zerknąć nieśmiało co nowy dzień przynosi
I już nie na szafce, ale w głowie głośny alarm
zaspałam
Szybki prysznic, jedzenie, nie zapomnieć …i znów głośny alarm
Dalej spałam – zaspałam
Szybki prysznic, jedzenie, nie zapomnieć …i znów głośny alarm
Ja się nie obudziłam, dalej spałam, zaspałam
Szybki prysznic, jedzenie, nie zapomnieć o ubraniu
Nie dostrzec nadjeżdżającego tramwaju
I tak budzić się co chwila ale tylko na niby
Leżąc w szpitalnym łóżku od zeszłej zimy.

Była książka o psie co jeździł koleją
Nie o żabce, bo tylko nią pływam, albo wcale
Nie żadnym kraulem i po kanale
Więc czemu ludzie się złośliwie śmieją
Gdy ja, wielki patriota, pływam mierzeją?

Szczęście to, czy gry czarcie?
Dwóch dobrych kandydatów
Stawiam dwa ixy na karcie

1000 kart, a ja obiecałam być w domu przed kolacją
Za siedmioma lasami, górami, za ostatnią stacją
Mawiają – tam dom gdzie rodzina
Za tą bramą cmentarz się zaczyna

Kończ jeść tato do lokalu zaraz zamkną
I nie będzie wpływu na ojczyznę magiczną kartą
Synu, ja tu mam magiczną łyżkę i to złotą
Sam wybiorę czy nadszarpnąć sobie ucho, czy wydłubać oko

Granica
Las
Granica

Zygfryd niczym alchemik stary
Poznał sekret Świata, wszystkie zasady
I teraz czeka na znaki latami
Od momentu gdy zobaczył w internecie filmik z żółtymi napisami
Przejrzał ufoludki, marsjańskie jaszczury inne siły nie stąd
I nagle ma to, w matrixie błąd,
aż się uszczypnął czy to nie ze snu, halucynacji, wizji
Jego poglądy wypowiada poseł z mównicy, w telewizji

Widok piękny z domu: gwiazdy planety
Księżyc, asteroidy, komety
Och drogi Albercie nie ma zazdrościć komu
Tym bardziej mi, darowanego a skromnego domu
A ja to Ci jednak zazdroszczę Stachu
Przecież Albercie dali mi dom, tylko bez dachu

Kogo oni znów wybrali?
Halina, pakuj walizki, uciekamy
Przez deszcze i śniegi nawet choćby pieszo przebiec
Czy zapomniałeś, dekadę temu już głód nas przegonił do Niemiec

Potrzebny na liście innowierca
Ale niezbyt wierzący, tak na pół minaretu
Bo taki nowy warunek listy parytetu

… sialala po wyborach łysa dupa szympansa

… a potem zdziwienie gdzie owieczki odpływają z kościołów i zborów

Co nie zabija to wzmacnia, to wojenne skazy
Nie martw się progiem, Korwinowi zdarzyło się z tysiąc razy

– Przywołuję cię zza grobu
– Nie chcę daj innemu komu
– Wznoszę modlitwę, rzucam czar, voodoo laleczce daję wycisk
Byś znów mógł podnieść rękę i nacisnąć przycisk

Przepraszam, czy to kolejka do wyborczego lokalu?
Nie, tu niebiosa lub smoła
Gdzie lokale, już się nas zjada cal po calu

Przybywam tu do was, na ten wiec, oderwany od ukochanej żony
Przesłyszeć oklaski, wyobrazić wiwaty, podziwiać wielki tłum, choćby urojony

I wtem oczy ich się spotkały w wielkim tłumie
Pokonali do siebie tą odległość ludzkiego morza
Jeden oświadczył drugiemu: nie znamy się, ale ja ciebie nie lubię.

I po co te krzyki?
Co to za szalona kobieta?
Skąd miałem wiedzieć że to za kotarą to nie toaleta?
05.09.2023