Cz 1 poranek
Poznajcie Jacka Docenia. Jacek jest jak wielu z nas żołnierzem na 1 linii walki o dobrobyt Ojczyzny – ciężko pracującym obywatelem. Jacka codziennie o 6 budzi orkiestra zamknięta w małym plastikowym pudełku, wyświetlającym też aktualny czas. Tego o której muszą wstać członkowie orkiestry Jacek nie docieka. Pierwszą rzeczą po wstaniu którą robi Jacek to skierowanie się w stronę kawomatu, nigdy za jednym podejście kubek nie ulega napełnieniu, potrzebne są z 2 – 3, może to dlatego że ekspres był kupiony na raty i takoż na raty wydziela swój drogocenny napój. Potem łazienka – zmywanie i maskowanie naturalnych zapachów. Następnie przywdzianie pierwszych elementów garderoby – majtek, skarpetek i koszulki. Konsumpcja 2 jajek na twardo i kromki chleba. Teraz 2 część garderoby – marketowy garnitur. W tym momencie kofeina zaczyna działać mgły mieszkania znikają, a Jacek dostrzega że nie jest w nim sam, są tu jeszcze jego statystyczna żona i statystyczne dzieci. Powtarzanym tysiąckrotnie rytuałem Jacek przed wyjściem całuje żonę a dzieciom każe by były grzeczne. Jego mieszkanie znajduje się ledwie na 5 piętrze, ale już w windzie dziwne myśli zaczynają go prześladować, a na tablicy ledwie guziki pięter od parteru po 8, stop oraz alarm – przycisku „wyłącz myślenie” brak. Mimo że od momentu wejścia jedzie konsekwentnie w dół, czasem mógłby przysiąc że winda ustawia się czasem poziomo i sunie także to w lewo, to w prawo, co siłą grawitacji przykleja Jacka to do ściany lewej, to prawej. Wyjście przed blok, szybkie znalezienie kluczy do słupka, który niczym Grek w wąwozie Termopilskim chroni miejsce jego samochodu przed hordami barbarzyńców czyhających na nań i można jechać do pracy. Idealną powtarzalność idealnie powtarzalnego dnia zakłócają dźwięki dobiegające z radia, które się uruchomiło się wraz z przekręceniem stacyjki (ku zgrozie akumulatora) zamiast złotych przebojów, uszu do Jacka dobiegła dziwna piosenka ze świątecznymi dzwonkami, przełączanie stacji nic nie dało, na każdej było to samo. „Współczesna muzyka, czego ta młodzież nie wymyśli” – burknął Jacek i ruszył w drogę.

Cz. 2 Droga
Dom Jacka od miejsca pracy dzieliły ledwie 3 przecznice, a trasę pokonywał tyle razy że nie było potrzeby w ogóle myśleć o trasie, co zwalniało jednak miejsce pod natrętne myśli Jacka. O tym że nie jest szczęśliwy, że czuje pustkę. Wypieranie ich tym że przecież ma dobrą pracę, rodzinę, wyjścia do kina raz w tygodniu z żoną Teresą i piwo na kręglach z kumplami w piątek tego nie zmienia. Zacznijmy od Teresy, zacznijmy od tego że studenckie stadium Jacka było u progu płomiennego romansu z Izą, jeszcze na niewinnym etapie chwytania się za dłonie i pierwszych pocałunków, gdy dotknęła ją tragedia a jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a ona zamiast wypłakiwać się na jackowym ramieniu odsunęła się od niego, kazała czekać, tę szansę wykorzystała jej koleżanka Teresa i to ona usidliła naszego bohatera. Czy jednak z perspektywy czasu jest szczęśliwy? I co by było gdyby? O Izie wie tyle że ponoć wyszła potem za mąż i innemu dziecko urodziła.
O właśnie dzieci – Jacek żywił głębokie przekonanie że nie należy na pociechy przelewać swoich niespełnionych ambicji, więc nigdy tego nie robił, problem w tym że dzieci zdawały się nie przejawiać ambicji własnych i jedynie chwytały dzień. Myśl że potomstwo może być tak różne od rodzica było przez Jacka zbywane tym że przecież to dopiero smarkacze, ale w końcu weszły wpierw w wiek nastoletni, potem późnonastoletni i rzecz stawała się oczywista – nie ma o czym z nimi rozmawiać.
Teraz kino – Jacek nie miał być odbiorcą filmów lecz ich twórcą, z kumplami byli ekipą która filmowała swoje śmiałe wizje, choć nie pozbawione komercyjnego sznytu, na przekór wszechobecnej sztampie, nawet parę nagród w lokalnych przeglądach zgarnęli. Teraz z resztkami ekipy chodzi grywać kręgle i w okolicach 3 piwa wspominać dni chwały.
Te rozważania przerwał blask świateł który wylał się na jego twarz. „Co do…” zdążył pomyśleć Jacek i w ostatniej chwili wykonał manewr dzięki któremu nie wjechał w bok jego samochodu trąbiący tramwaj. Samochodu nie zatrzymał, jechał dalej, po chwili gdy już ochłonął przyszła refleksja – przecież jeszcze wczoraj to była zwykła ulica – żadnych torów tramwajowych.

Cz. 3 Praca
Biurowiec w którym pracował Jacek nie różnił się niczym specjalnym od sąsiednich biurowców, tak jak on niczym specjalnym od innych pracowników. Jego praca sprowadzała się do następującego schematu – machnięcia jedną ręką raz siedzącemu w budce przy szlabanie Mietkowi gdy ten owy szlaban podniesie, lub wielokrotnie machnięcie oboma rękami gdy ten tego nie robi. Wjechanie na parking i odnalezienie swojego wyznaczonego miejsca i zaparkowanie, lub alternatywnie gdy jest ono zajęte przez intruza – czynność analizy. W firmie w której pracuje Jacek jest sporo działów i z wieloma osobami nigdy nie miał zawodowej styczności, ale każdego z funkcją i posiadanym wozem zapamiętał właśnie dla tych chwil, w skrócie jeśli został podparkowany przez kogoś z kadry zarządczej lub kierowniczej – bitwa została przegrana i odjeżdża, gdy auto jest nieznane jest to klient i także się przegrywa, natomiast jeśli to któryś z pracowników, Jacek bierze klucze do domu i niczym Aleksander Wielki uderzający mieczem w węzeł gordyjski, wymierza 5 cm rysy celem uniknięcia zajęcia przez to auto jego miejsca w kolejnych dniach.
Potem wchodzi się do budynku jedzie windą na swoje piętro, idzie do swojego pokoju i pracuje na arkuszach z liczbami. Jacek pracuje nad nimi już tyle że nie wie po co i czy jest to komukolwiek potrzebne, nie wiedzą tego również kierownicy i kadra zarządcza i nikt nie śmie takiego pytania zadawać, ważne że przychodzisz, analizujesz liczby, wysyłasz mailem, a na koncie co miesiąc ląduje odpowiednia kwota.
Nie brak też urozmaiceń – można np. wyjść do toalety, Jacek skończył i już wychodził z drugiej od lewej kabiny z rzędu, gdy nagle odskoczył, a przez środek toalety z dużą prędkością przeczołgał się trąbiący tramwaj. Nasz bohater odczekał chwilę, a gdy wyjrzał po niespodziewanym obiekcie nie było śladu.
Drugą atrakcją był odbiór poczty – tak naprawdę w 99.9% przypadków to nudy, ale czasem ktoś coś źle przyniesie i Jacek z kartki z wakacji dowie się że inny Jacek, dwa rzędy biurek w lewo, trzy do przodu i 4 piętra wyżej ma romans. Na dzisiejszą przesyłkę jednak nie mógł być gotowy, owinięty w brązowy papier, bez nadawcy, przyszedł jego pamiętnik.

Cz. 4 Pamiętnik
Jacek pamiętnik zaczął prowadzić w podstawówce, skończył podczas studiów, gdy uznał że to dziecinne. Kartkując prócz zmieniającego się charakteru pisma i rysunków zdobiących niektóre stronnice, dostrzegł coś niepokojącego – pamiętnik nie kończył się opisem pierwszej studenckiej balangi, a był kontynuowany aż po dzień dzisiejszy. Jacek chciał dociekać któż wymyślił ten dowcip, symulując jego pismo, ale wpierw postanowił powspominać dzieciństwo. Trafił na wpis „śmieć Azora”; Azor był psem który towarzyszył mu przez pierwszy etap jego życia, jedynym zwierzęciem które kiedykolwiek miał, towarzyszem najlepszych zabaw i pocieszycielem w chwilach najtrudniejszych. Wyobrażał sobie jak zakupi kiedyś dom z wielkim ogrodem by móc dowoli z przyjacielem hasać. Jego dziecięcy umysł nie dostrzegał że psy żyją krócej od ludzi i tym samym nie było szans by dorosły Jacek mógł się cieszyć Azorem. Łzy same napłynęły mu do oczu, sięgnął po chusteczkę na biurku i nieopatrznie trącił kubek z kawą, która zalała stronę z pamiętnika poświęconą śmierci pupila. Uniósł pamiętnik i zaczął wycierać, by inne części nie ucierpiały i wtedy coś poczuł – przygnębiające wspomnienie utraty przyjaciela wyparowało. Przed powtórnym ruszeniem pamiętnika, miał jeszcze sporo liczb do przeanalizowania przed końcem szychty i na tym się skoncentrował.

Cz. 5 Odwrót
Do domu wracał podekscytowany i poddenerwowany, był bardzo czujny bo o włos jego samochód minęły już 3 tramwaje, wyjeżdżające z miejsc gdzie nie powinno ich być, w tym jeden z przejścia podziemnego. W domu chciał jak najszybciej zamknąć się w pokoju i analizować pamiętnik, utrudniała mu to Teresa zrzędząca o tym że ma zjeść obiad, skoro się namęczyła by go zrobić i dzieci nalegające na większe kieszonkowe. Znalazł w pamiętniku stronę dotyczącą pierwszej randki z Teresą wyrwał ją, zgniótł i rzucił na palnik kuchenki gazowej, w tym momencie jego żona i dzieci zniknęły. Delektując się pustym domem, usiadł w salonie i rozpalił w kominku, rozsiadł wygodnie w fotelu i kartkował pamiętnik pod kątem rzeczy które prowadziły do jego życiowych niepowodzeń, wyrywał kartki i wrzucał do ognia. Nie chciał już myśleć o mirażu kariery reżyserskiej, chciał się cieszyć obecną pracą, spłonęły kartki dotyczące młodzieńczych filmów i kolegów z którymi je robił. Potem nadeszła kolej na wspomnienie pierwszej wielkiej miłości – Izy i tak po kolei wszelkie potknięcia małe i wielkie, piękne chwile zamknięte w przeszłości i rzucające cień na szarzyznę dnia dzisiejszego…
Tymczasem Teresa trzymała rękę nieprzytomnego męża leżącego w szpitalnym łóżku. „Panie doktorze, jakie są rokowania?” – spytała. Nie jestem optymistą – odparł tamten – wpadnięcie pod tramwaj mocno go pokiereszowało, o dziwo jego mózg pracował normalnie gdy do nas trafił, ale potem zaczął się wyłączać, jakby przestał walczyć. Radzę się powoli zacząć żegnać.